Różności

Moje uwagi na temat selekcji jelenia

           Z dużym zainteresowaniem czytam wszelkie uwagi kolegów na temat selekcji jelenia szlachetnego w Waszym miesięczniku (Brać Łowiecka). Do napisania kilku słów na ten temat zmobilizowały mnie przeczytane artykuły oraz fakt, że od 2003 roku jestem właścicielem fermy jelenia szlachetnego czystej krwi węgierskiej. Kolega Krzysztof Moron słusznie zauważył, że nasz model selekcji nie przyniósł oczekiwanych efektów, mimo często zmieniających się kryteriów. Dla średnio zainteresowanych tą tematyką prawie gołym okiem widać, że sytuacja ta ulega pogorszeniu z roku na rok. Zatrzymanie tego procesu i ewentualna poprawa jest możliwa tylko po dokładnym zdiagnozowaniu aktualnej sytuacji. W moim przekonaniu nasz model łowiectwa najogólniej nie sprzyja prawidłowej selekcji jelenia. Jak to rozumieć? Otóż sytuacja ekonomiczna kół zależna jest od tzw. dewizówek, co przekłada się na wyższość gospodarki finansowej nad gospodarką populacyjną. Można by rozwinąć ten temat, ale czytający ten tekst wiedzą co mam na myśli.

            Wracając do modelu selekcji jelenia, pierwszą przyczyną powodującą największe szkody, jest odstrzał cielaków i szpicaków. Na bazie moich siedmioletnich obserwacji i dokumentacji na fermie, w tej grupie prawdopodobieństwo popełnienia błędu jest największe. Dlaczego? Ze stu urodzonych cieląt płci męskiej nie więcej niż 5-10% to jednostki wybitne, które są nosicielami i potencjalnymi dawcami pożądanej przez nas myśliwych puli genów (trofeum). Na rozwój poroża mają wpływ także warunki środowiskowe jak kondycja (zdrowy cielak w dobrej masie szybciej wykształca możdżenie) czy czas wycielenia (majowy cielak w dobrych warunkach środowiska będzie miał dużą przewagę nad cielakiem urodzonym w lipcu czy sierpniu). Obserwacje poczynione na szpicakach wskazują, że osobnik o grubych możdżeniach, odnogach w okolicy możdżenia, nawet krótkich tykach ale grubych, jest lepszym materiałem na kapitalnego byka niż osobnik o długich lecz cienkich tykach.

            W związku z powyższym, z całą odpowiedzialnością należy stwierdzić, że właściwy osobniczy potencjał genetyczny przyszłościowy byk jest w stanie ujawnić dopiero w trzecim lub czwartym roku życia. Selekcja w drugim i trzecim porożu wiąże się również z wysoką jakością mięsa pozyskanego z takich sztuk, a dziczyzna jest głównym produktem naszych lasów, o czym często zapominamy. Z dokumentacji na fermie jasno wynika, że największy rozwój poroża (przyrost wagowy i jakościowy) następuje między drugim a trzecim porożem, nawet do 124% (średnio 80%). Tylko u niektórych byków ten dynamiczny postęp następuje dopiero między trzecim a czwartym lub czwartym a piątym porożem. Ponad wszelką wątpliwością jest fakt, że masa ciała byka nie przekłada się na wielkość poroża, jednak kluczowe znaczenie ma kondycja zwierzęcia. Tylko byki o dobrej kondycji są w stanie optymalnie pokazać swój potencjał osobniczy.

            Kolejnym bardzo istotnym faktem, który całkowicie pomijamy w osobniczej selekcji jelenia jest stwierdzenie, że łania w równym stopniu co byk przekazuje wiadomość genetyczną o porożu. Są nawet opinie, że łania w większym stopniu przekazuje informacje genetyczne dotyczące poroża niż byk. Tak więc należy z wielką ostrożnością i uwagą dokonywać selekcji wśród łań, aby nie wyeliminować przed nadmierny pośpiech sztuk pożądanych, czyli matek przyszłościowych byków. Jest to bardzo trudne, ale na pewno możliwe!

            Reasumując, należy według mojego przekonania wyciągnąć następujące wnioski. Po pierwsze, całkowicie zakazać strzelania cielaków i szpicaków, gdyż prawdopodobieństwo popełnienia błędu w tej grupie wiekowej jest największe. Główna selekcja powinna być dokonana w drugiej i trzeciej głowie. Dodatkowo w tym czasie nie tracimy na jakości mięsa, a tylko z wysokiej jakości dziczyzną jesteśmy w stanie konkurować na rynkach europejskich. Odstrzał łań powinien dotyczyć przede wszystkim sztuk młodych, maksymalnie 2-3 letnich z uwzględnieniem normalnego "remontu" stada podstawowego, tzn. eliminowanie łań słabych i nieprowadzących. Dodatkowym argumentem za odstrzałem przede wszystkim młodych łań jest fakt, że cielęta od pierwiastek są dużo mniejsze i słabsze od tych cielaków, których matki są wieloródkami. Poza tym otrzymujemy wysoką jakość mięsa z odstrzelonych sztuk, co wydaje się w tym momencie najważniejsze. Należy prowadzić szczególną obserwację byczków szpicaków, które towarzyszą swoim matkom, pod kątem wcześniej wskazanych pożądanych cech. Te łanie należy bezwzględnie pozostawić w łowisku (matka dobrego szpicaka).

            Kolejną bardzo ważną rzeczą jest ostrożna selekcja byków od 4 do 8 poroża. Zaryzykowałbym tezę, że przy ostrej selekcji 2 i 3 głowy, byki od 4 do 8 należałoby zostawić w spokoju, aby mogły swobodnie wejść w wiek reprodukcyjny, a eliminować tylko te poniżej koronnego i ustalonej minimalnej masy poroża. Sankcje w postaci 2 czerwonych punktów i 2 lata wstrzymania odstrzału to stanowczo za mało, aby powstrzymać pokusę na odstrzał ładnego byka, a eliminacja przyszłościowego byka w tym przedziale wieku (szczególnie 4-6 poroże) to niepowetowana strata dla puli genów w siedlisku. Pamiętając, że tylko 5-10% urodzonych byczków jest w stanie osiągnąć pożądane trofeum, selekcja powinna iść w kierunku formy poroża (koronne) i masy poroża. W tej grupie pożądana waga to minimum 4 kg dla czwartej głowy. Natomiast selekcja w 3 klasie wieku to raczej odstrzał byków o cechach uwsteczniania lub łownych. Tutaj odstrzał kapitalnych byków nie stanowi zagrożenia dla eliminacji puli genów pożądanych w siedlisku. Mocne kapitalne byki "zrobiły swoje" do 9-tego poroża, więc później mogą cieszyć oko myśliwych, którym uda się pozyskać takie trofeum.

            Mógłbym jeszcze pisać wiele o selekcji, ale myślę że udało mi się przedstawić najważniejsze i istotne tezy dotyczące selekcji jelenia szlachetnego wynikające z wieloletniej obserwacji jako myśliwego oraz hodowcy.

Buda Marek

Pażdziernik 2010

 

Foto
Foto
Foto
Foto
Foto
Stan hodowli jeleniowatych w Polsce z perspektywy rocznej działalności ubojni

Właśnie mija rok od uruchomienia naszej ubojni jeleniowatych fermowych w Dąbrówce. Weszliśmy na rynek mięsa z jeleniną oraz wyrobami z niej. Prowadzimy skup jeleni i danieli fermowych przeznaczonych na ubój. Zdobywane doświadczenia nasuwają krytyczne spostrzeżenia dotyczące stanu hodowli jeleni i danieli w Polsce oraz skupu żywca.

W momencie zbudowania kompletnej ubojni, czyli oprócz właściwej ubojni również zagrody manipulacyjnej z poskromem, pojawił się problem z zakupem żywych zwierząt do uboju. Okazało się, że niestety większość ferm w Polsce nie jest prawidłowo wyposażona lub prowadzona. Do tej pory żywiec udało się kupić tylko z jednej hodowli jeleni oraz z dwóch ferm danieli. Nie sztuką jest ogrodzić kilka hektarów łąk i wpuścić tam zwierzęta, co niestety wielu "hodowców" zrobiło. Można tak funkcjonować 2-3 lata, ale co potem? Wzrasta zagęszczenie zwierząt, pojawia się inbred i zwiększone upadki. W efekcie otrzymujemy zwierzęta małe i w kiepskiej kondycji. Dla przykładu, średnia masa ciała szpicaka daniela z jednej z ferm wyniosła 40 kg, podczas gdy szpicak prawidłowo prowadzony powinien przeciętnie osiągać 50 kg. Mieliśmy kłopot ze sprzedażą takiej partii mięsa, gdyż odbiorca chciał otrzymać tusze większe, czyli normalne. Na takich dzikich fermach o odłączaniu cieląt od matek lub byka po okresie godowym można tylko pomarzyć. Słyszałam o własnych patentach w stylu umieszczania w bramie między kwaterami deski pozwalającej (teoretycznie) przejść pod nią cielakowi, a łani nie. Pomysły te są nie tylko brawurowe, ale i śmieszne, ze szkodą dla zwierząt i tym samym dla właściciela. Owszem, jest dozwolony ustawowo ubój poprzez odstrzał na kwaterze, ale jakość mięsa pozyskiwanego w ten sposób jest znacznie niższa (uszkodzenie tuszy, niepełne wykrwawienie), a ferma nie może być dalej położona niż 3 godziny drogi od rzeźni (warunek szybkiego schłodzenia tusz). Wbrew pozorom, ubój na kwaterach nie jest taki łatwy. Jeden z właścicieli samoobsługowych danieli zgłosił się do nas oferując 100 zwierząt ubijanych na kwaterze (mimo posiadania zagrody manipulacyjnej…). Po spełnieniu pewnych wymagań weterynaryjnych właściciel wziął się za ubój, deklarując dostarczenie wspomnianej ilości w ciągu tygodnia. Niestety, daniele szybko skojarzyły ambonki ze strzelaniem, dlatego ostatecznie hodowca był w stanie dostarczyć nam tylko 20 sztuk!

Idąc dalej, jeśli ferma posiada odłownię, to w większości przypadków nie jest ona używana, gdyż często wiąże się to ze stratami lub uszkodzeniami ciała zwierząt przy początkowych próbach zagonienia do odłowni. Jest to efekt nabycia zwierząt z dzikich hodowli i/lub braku wiedzy oraz doświadczenia opiekuna. Nawet zakup jeleni lub danieli z prawidłowo prowadzonej fermy, czyli takiej, na której są regularnie zaganiane do zagrody manipulacyjnej, nie gwarantuje bezproblemowego manewrowania zwierzętami w następnych latach. Jeden z "hodowców" myślał po zakupie takich zwierząt, że również ich potomstwo "wyssie z mlekiem matki" wiedzę o zaganianiu i zagrodzie! Takie nieprawidłowe wnioski prowadzą tylko do zwiększonych upadków przy próbie kontroli stada. Znam przypadek fermy danieli z zagrodą manipulacyjną, na której właściciel, nie ucząc wcale manipulacji, próbował  schwytać stado w największym kojcu odłowni. Daniele były tam regularnie karmione, tak, że mogły swobodnie do niej wchodzić i wychodzić. Po kilku dniach karmienia udało się właścicielowi zamknąć część zwierząt w kojcu, ale szybko je stamtąd wypuścił, gdyż spanikowane zwierzęta porozbijały się w kojcu kalecząc się wzajemnie (wśród nich były oczywiście byki z twardym porożem).

Kluczem do maksymalnego ograniczenia strat w hodowli jeleni i danieli jest po pierwsze wiedza i po drugie praktyka. Traktowanie jeleniowatych fermowych jako zwierząt "samoobsługowych" jest wielkim nieporozumieniem. Na każdej fermie musi być chociażby najprostsza odłownia, zwierzęta muszą wiedzieć, co to jest manewrowanie, któremu poddawane są minimum 2-3 razy w roku, muszą być odłączane cielęta od matek oraz byki od łań. Kłania się również regularne odrobaczanie, prawidłowe karmienie oraz konieczność obcinania poroża. Dzięki temu ferma jest w stanie zaoferować wyrównany żywiec najwyższej jakości, który może być bez uszkodzeń i stresu załadowany na transport do rzeźni, tam spokojnie rozładowany, a obsługa ubojni nie jest narażona na utratę zdrowia lub życia. Otrzymane w ten sposób tusze są w pełni wykorzystane (nie ma odpadów wynikających z uszkodzeń ciała), dzięki czemu można uzyskać większe dochody. W sprawie często kwestionowanego obcinania poroża znam wypowiedź jednego z "hodowców", który na swojej fermie nie praktykuje tego zabiegu, a przy pytaniu, jak chce bez strat odtransportować zwierzęta do ubojni, powiedział, że załaduje byki z nieobciętym porożem, a ewentualne rany i upadki będą jego stratą! Przecież jest to łamanie podstawowych zasad dobrostanu zwierząt! Wiem, że byk z obciętym porożem nie jest już reprezentacyjny, ale wiem też, że dzięki temu zabiegowi straty wśród zwierząt poprzez rogowanie są właściwie wyeliminowane, a i obsługa byków na kwaterze i w odłowni jest zdecydowanie bardziej komfortowa. Wobec potencjalnego nabywcy można przecież przedstawić obcięte poroże (dodatkowo jego wagę) oraz zdjęcia byka przed obcięciem. Nieszczęśliwy wypadek zabicia człowieka przez byka z nieobciętym twardym porożem, który miał miejsce kilka lat temu w Polsce, niewielu ludzi skłonił do refleksji i zmiany postępowania.    

Inną kwestią jest kondycja zwierząt dostarczonych do uboju, czyli sposobu żywienia oraz profilaktyki parazytologicznej. Zwierzęta, które są przeznaczane na ubój, powinny być w dobrej formie, tzn. nie za chude, ale również nie otłuszczone, gdyż tłuszcz jest produktem odpadowym. Warto zatem przemyśleć ekonomikę żywienia i oddzielnie trzymać zwierzęta przeznaczone na ubój. Dzięki temu można na przykład zaoszczędzić na paszach treściwych. Ważna jest również jakość żywienia, bo odbija się to dodatkowo na jakości podrobów. W jednej z dostarczonych nam partii danieli prawie wszystkie żołądki musiały ulec konfiskacie, a w jednym żwaczu znaleźliśmy … kawałek swetra.

Środki przeciwpasożytnicze nie są wielkim kosztem dla fermy. W znaczny sposób poprawiają kondycję zwierząt, a co za tym idzie, także wagę tuszy i jakość otrzymywanych skór. U nas na fermie jeleni w Dąbrówce stosujemy standardowo dwukrotne odrobaczenie: tuż przed rozpoczęciem sezonu pastwiskowego oraz przed rykowiskiem. Cielęta dodatkowo odrobaczamy po odłączeniu od matek. Większa waga tuszy daje większy dochód!

Inne ciekawostki, jakie spotkały nas przy okazji rocznej działalności ubojni, to na przykład fakt nie zgłoszenia fermy do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Przy sprzedaży żywca pojawił się problem ze świadectwem weterynaryjnym, którego przecież powiatowy weterynarz nie wystawi, jeśli nic nie wie o fermie.    

Wobec powyższych spostrzeżeń znajdą Państwo poniżej kilka rad, które mogą pozwolić w przyszłości eliminować ewentualne problemy. Naprawdę warto wziąć je pod rozwagę! Po pierwsze należy zgłosić powstanie fermy do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, który fermie nada numer weterynaryjny. Po drugie: obcinać poroże twarde bykom, dzięki czemu straty przez zrogowanie są minimalne, a obsługa zwierząt jest zdecydowanie bardziej bezpieczna. Do ubojni przyjmujemy tylko byki z obciętym porożem, od szpicaka począwszy. Po trzecie: nie bać się używać zagrody manipulacyjnej i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Początki są zawsze ciężkie w manipulowaniu stadem, ale jeleniowate nie są głupie, uczą się szybko, zwłaszcza gdy zaganianie i praca w odłowni wykonywane są schematycznie i z wyczuciem. Na naszej fermie jeleni w Dąbrówce nie obyło się bez strat w pierwszych latach. Dużą nauczką okazało się lekceważenie skrajnie dzikiego zachowania u pojedynczych cieląt, co zaowocowało później agresywnymi i skaczącymi 3-letnimi bykami! W tej chwili nasza praca z dorosłymi zwierzętami jest prosta, gdyż jelenie doskonale wiedzą czego od nich oczekuję, wykonując właściwie te same czynności dwukrotnie w ciągu roku (przed rykowiskiem i po rykowisku). Inaczej sprawa ma się z młodzieżą, której poświęcam zdecydowanie więcej czasu ćwicząc ją "na sucho" w okresie zimowym. Często wykorzystuję w takich stadach starszego i doświadczonego osobnika, który potrafi poprowadzić cielęta, znacznie skracając i ułatwiając mi pracę. Uczę młodzież prawidłowo reagować na zaganianie, wchodzić płynnie do odłowni i dawać się rozdzielić w kojcach. Czas poświęcony na naukę młodych zwierząt owocuje w przyszłości bezproblemowym stadem.

Mam nadzieję, że dzięki działalności naszej ubojni, część właścicieli ferm jeleniowatych zapewni sobie zbyt zwierząt, tworząc fermy o profilu towarowym. Sprzedaż materiału hodowlanego jest obecnie w regresie, a ceny łań hodowlanych ocierają się już niebezpiecznie blisko o ceny żywca. Warto też, aby niektórzy właściciele ferm jeleniowatych wzięli sobie powyższy artykuł do serca i stali się również hodowcami, co wbrew pozorom nie jest jednoznaczne.

Agata Hanelik

Maj 2010